Przyjazd i kolacja
Rzucasz torbę, dostajesz talerz. Rozmowa o niczym, bo tak się zaczyna każda prawdziwa. Telefon możesz zostawić w pokoju — nikt nie zabiera, nikt nie sprawdza.
Ośmiu mężczyzn. Jeden ogień. Weekend, w którym nikt nie udaje, że wszystko gra.
Prowadzi Łukasz Banach — psycholog, coach. Zwołuje Daniel Woźniak. Miejsce: dom dziadka Zenona.
Chcę być na liścieTen krąg nie jest dla każdego mężczyzny. Jest dla takiego, który poznaje siebie w czterech zdaniach poniżej.
Masz ludzi, którzy na Tobie polegają — w pracy, w domu, czasem w obu miejscach naraz. Nie masz nikogo, na kim polegasz Ty.
Znajomych masz wielu, rozmów prawdziwych mało. Ostatnia szczera męska rozmowa była dawno i pamiętasz, kiedy.
Na pytanie „jak leci" odpowiadasz „dobrze" tak automatycznie, że sam już nie wiesz, czy to prawda.
Nie szukasz terapii ani kolejnego szkolenia. Szukasz miejsca, gdzie przez dwa dni nie musisz być silny.
Mówimy to na początku, bo połowa mężczyzn odpada na wyobrażeniu, nie na treści.
Piszemy to, bo grupa jest bezpieczna dokładnie w takim stopniu, w jakim ktoś nad nią panuje. Odesłanie jednej osoby jest tańsze niż weekend, który komuś zaszkodzi.
Jeśli jesteś w ostrym kryzysie — po stracie, w załamaniu, z myślami o odebraniu sobie życia — krąg nie jest miejscem pierwszej pomocy. Powiemy to wprost i pomożemy znaleźć właściwe wsparcie.
Jeśli walczysz z czynnym uzależnieniem, weekend bez substancji w grupie obcych mężczyzn potrafi być trudniejszy, niż się wydaje. Porozmawiajmy o tym przed zapisem, nie na miejscu.
Jeśli szukasz terapii — świadomie jej tu nie ma. Prowadzący jest psychologiem, ale prowadzi krąg, nie leczy. Powie Ci to w rozmowie wstępnej.
Jeśli przyjeżdżasz kogoś naprawić — siebie w tydzień albo kolegę, którego namówiłeś — to nie zadziała. Krąg działa dla mężczyzny, który przyjeżdża sam ze swojej decyzji.
Robi tak niewiele grup w Polsce i uważamy, że to błąd. Zapisy bez rozmowy są wygodniejsze dla organizatora — i ryzykowniejsze dla wszystkich pozostałych w kręgu.
Piszemy to dokładnie, bo największy opór nie brzmi „nie chcę". Brzmi „nie wiem, co mnie tam czeka".
Rzucasz torbę, dostajesz talerz. Rozmowa o niczym, bo tak się zaczyna każda prawdziwa. Telefon możesz zostawić w pokoju — nikt nie zabiera, nikt nie sprawdza.
Każdy mówi jedno zdanie: po co tu jestem. Bez rozwijania, bez tłumaczenia się. Kto nie chce mówić, mówi „pasuję" — i to jest pełnoprawna odpowiedź.
Od tej godziny nie rozmawiamy. Możesz siedzieć przy ogniu, możesz iść spać. Dla większości to pierwszy wieczór od miesięcy, w którym nikt niczego od nich nie chce.
Krótka praca z oddechem, potem zimno. Nikt nie musi wchodzić — ale prawie każdy wchodzi, bo patrzy na siedmiu innych. To jest jedyny moment weekendu, w którym grupa na Ciebie działa.
Trzy godziny. Każdy dostaje swój czas i nikt nie dostaje rady, o którą nie prosił. Prowadzący pilnuje, żeby grupa nie zamieniła się w doradzanie — bo to najczęstszy sposób, w jaki mężczyźni uciekają od słuchania.
Obiad, potem cztery godziny bez programu. Możesz iść w las, porąbać drewno, spać albo rozmawiać z jedną osobą. Nie ma zajęć, na które trzeba się stawić.
Fiński model: ciepło, potem zimno, potem rozmowa. Mężczyźni mówią inaczej, kiedy siedzą obok siebie, a nie naprzeciwko. Ten krąg trwa tyle, ile trwa.
Każdy nazywa jedną rzecz, którą zabiera do domu. Jedną, nie listę. Doświadczenie mówi, że mężczyzna, który wyjeżdża z pięcioma postanowieniami, nie realizuje żadnego.
Wspólny obiad, uściski albo podanie ręki, i droga do domu. Kontakty zostają w grupie — albo nie zostają. To Wasza decyzja, nie nasza.
Krąg działa dlatego, że ma zasady, a nie dlatego, że wszyscy są mili. Poznajesz je przed przyjazdem, nie na miejscu.
Nie opowiadamy cudzych historii nigdzie — także żonom, także po latach, także „bez nazwisk".
Mówisz o sobie, nie o tym, co on powinien zrobić. Rada jest najszybszym sposobem na zakończenie cudzej opowieści.
Zimna woda, mówienie, sauna — z każdego można się wypisać jednym słowem i nikt nie pyta dlaczego.
„Ja czuję", nie „mężczyźni mają tak". Pierwsza osoba jest jedyną, która cokolwiek zmienia.
Odpowiada za czas, bezpieczeństwo i to, żeby nikt nie został sam ze swoją historią. Nie odpowiada za to, co wybierzesz.
To są dwie różne role i nie mieszamy ich. Jeden odpowiada za to, co dzieje się w kręgu. Drugi za to, że w ogóle się dzieje.
Psycholog i coach, pracuje z ludźmi indywidualnie i w grupach. Prowadzi centrum coachingu w Radomiu.
Przedsiębiorca, szesnaście lat w biznesie. Siedlisko po dziadku Zenonie jest jego projektem rodzinnym — remontuje je i otwiera dla ludzi, którzy potrzebują tego samego co on.
Powiedzmy to wprost: to nie jest Radom i nie jest to ośrodek. To wieś w gminie Iłża, w powiecie radomskim, i dom, w którym mieszkali dziadkowie. Zero luksusu, cała prawda.




Data i cena jeszcze nie stoją — ustalamy je z prowadzącym. Lista nie jest zobowiązaniem: zapisani dowiadują się pierwsi i decydują, kiedy termin będzie znany.
Odpowiadam osobiście. Nie zapisuję nikogo do newslettera i nie przekazuję adresów dalej.
Rozmowa nie jest sprawdzianem. Jest po to, żebyś wiedział, w co wchodzisz, a my — czy to dobry moment dla Ciebie. Nikt nie wydaje pieniędzy i nie znika na weekend w ciemno.
Odezwę się osobiście, kiedy termin będzie znany. Jeśli w międzyczasie zmienisz zdanie — wystarczy jedno zdanie w odpowiedzi.
Jeszcze nie wiemy i nie chcemy zgadywać. Termin ustalamy z prowadzącym na jesień 2026, cenę razem z nim. Osoby z listy dowiadują się pierwsze i nikt nie płaci za samo zapisanie się.
Większość przyjeżdża pierwszy raz. Nie ma nic do umienia i nie ma czego się nauczyć wcześniej. Każde ćwiczenie jest dobrowolne, a zdanie „pasuję" jest pełnoprawną odpowiedzią w każdym momencie weekendu.
Nie. Prowadzący jest psychologiem i to jest powód, dla którego krąg ma ramy i bezpieczeństwo — ale nikt nikogo nie diagnozuje ani nie leczy. Jeśli Twoja sprawa wymaga terapii, powiemy to wprost, zamiast udawać, że weekend wystarczy.
Dom po dziadkach, nie hotel. Pokoje proste, część miejsc wspólnych. Jedzenie domowe, trzy posiłki dziennie, bez alkoholu. Szczegóły — z iloma osobami dzielisz pokój i co zabrać — dostają osoby z listy razem z terminem.
Od ośmiu do dwunastu. Poniżej ośmiu krąg jest za cienki, powyżej dwunastu nie starcza czasu, żeby każdy dostał swój. To nie jest ograniczenie marketingowe, tylko warunek, żeby to w ogóle działało.
Nie. Możesz przyjechać raz i nie wrócić — nikt nie dzwoni, nie przypomina i nie robi listy obecności. Jeśli grupa zechce spotkać się dalej, będzie to jej decyzja, nie nasz plan sprzedaży.